07 Feb
07Feb


W debacie o przyszłości gospodarki coraz częściej pojawia się pojęcie degrowth (pol. „postwzrost” lub „odwzrost”). Dla wielu brzmi ono jak zaprzeczenie podstaw ekonomii, która przez dekady opierała się na założeniu, że wzrost PKB jest najważniejszym miernikiem sukcesu państwa. Zwolennicy nowych nurtów ekonomicznych twierdzą jednak, że w świecie ograniczonych zasobów i narastających problemów klimatycznych nieograniczony wzrost może być niemożliwy — a nawet niepożądany.

Poniżej wyjaśniamy, czym jest degrowth oraz jakie inne, pokrewne koncepcje próbują odpowiedzieć na pytanie, jak powinna wyglądać gospodarka XXI wieku.




Czym jest degrowth?


Degrowth to nurt ekonomiczny i społeczny postulujący świadome ograniczenie produkcji i konsumpcji w najbogatszych krajach, tak aby zmniejszyć presję na środowisko i poprawić jakość życia. Kluczowe jest słowo „świadome” — nie chodzi o recesję czy kryzys gospodarczy, lecz o zaplanowaną transformację.

Zwolennicy degrowth podkreślają kilka głównych argumentów:

  1. Granice planety – zasoby naturalne, takie jak paliwa kopalne, gleba czy czysta woda, są ograniczone, a ich nadmierna eksploatacja prowadzi do degradacji środowiska.
  2. Paradoks dobrobytu – po przekroczeniu pewnego poziomu dochodów dalszy wzrost PKB nie przekłada się znacząco na wzrost szczęścia i jakości życia.
  3. Nierówności – wzrost gospodarczy często koncentruje korzyści w rękach wąskiej grupy, nie rozwiązując problemów społecznych.



Proponowane rozwiązania obejmują m.in. skracanie czasu pracy, rozwój usług publicznych, gospodarkę współdzielenia czy opodatkowanie nadmiernej konsumpcji zasobów.




Krytyka degrowth


Koncepcja ta budzi jednak liczne kontrowersje, zwłaszcza w środowisku finansowym i biznesowym. Krytycy wskazują, że:

  • systemy emerytalne i finansowe są oparte na założeniu wzrostu,
  • spadek produkcji może oznaczać bezrobocie i problemy budżetowe,
  • kraje rozwijające się wciąż potrzebują wzrostu, by poprawić poziom życia.



W praktyce część ekonomistów uważa, że zamiast „odwzrostu” bardziej realistyczna jest transformacja w kierunku wzrostu jakościowego, czyli gospodarki mniej materiałochłonnej i bardziej opartej na wiedzy i usługach.




Gospodarka obiegu zamkniętego (circular economy)


Jedną z koncepcji często zestawianych z degrowth jest gospodarka obiegu zamkniętego. Nie zakłada ona ograniczania wzrostu jako celu samego w sobie, lecz oddzielenie wzrostu gospodarczego od zużycia surowców.

W modelu tym produkty projektuje się tak, aby:

  • były trwałe,
  • nadawały się do naprawy,
  • mogły być poddane recyklingowi lub ponownemu użyciu.



Dla biznesu oznacza to nowe modele przychodów, np. wynajem zamiast sprzedaży czy usługi serwisowe zamiast jednorazowej transakcji. W wielu branżach — od elektroniki po motoryzację — takie podejście już zaczyna być wdrażane.




Ekonomia obwarzanka (Doughnut Economics)


Inną wpływową koncepcją jest ekonomia obwarzanka, zaproponowana przez brytyjską ekonomistkę Kate Raworth. Model ten przedstawia gospodarkę jako przestrzeń pomiędzy dwoma granicami:

  • wewnętrzną – minimalnym poziomem dobrobytu społecznego (dostęp do żywności, edukacji, opieki zdrowotnej),
  • zewnętrzną – granicami środowiskowymi planety.



Celem jest utrzymanie gospodarki w „bezpiecznej i sprawiedliwej przestrzeni” między tymi granicami. W przeciwieństwie do tradycyjnej ekonomii, PKB nie jest tu głównym wskaźnikiem sukcesu — ważniejsze są wskaźniki jakości życia i stabilności środowiska.

Niektóre miasta, m.in. Amsterdam, eksperymentują z wykorzystaniem tego modelu w planowaniu polityk miejskich.




Gospodarka stacjonarna (Steady-State Economy)


Jeszcze starszą koncepcją jest gospodarka stacjonarna, rozwijana m.in. przez ekonomistę Hermana Daly’ego. Zakłada ona, że gospodarka może osiągnąć stabilny poziom produkcji i populacji, który nie przekracza zdolności regeneracyjnych środowiska.

W tym ujęciu:

  • innowacje technologiczne są nadal pożądane,
  • rośnie efektywność i jakość produktów,
  • ale całkowita skala zużycia zasobów pozostaje na stabilnym poziomie.



To podejście bywa postrzegane jako „łagodniejsza” alternatywa dla degrowth.




Wellbeing Economy – gospodarka dobrostanu


Coraz większą popularność zdobywa również koncepcja gospodarki dobrostanu (wellbeing economy), która przesuwa punkt ciężkości z produkcji na jakość życia obywateli.

Niektóre państwa, takie jak Nowa Zelandia czy Szkocja, zaczęły wprowadzać elementy tego podejścia do polityki publicznej, tworząc budżety oparte na celach społecznych, takich jak zdrowie psychiczne, edukacja czy redukcja ubóstwa.

Dla inwestorów oznacza to rosnące znaczenie:

  • wskaźników ESG,
  • inwestycji zrównoważonych,
  • projektów infrastrukturalnych poprawiających jakość życia.






Co to oznacza dla finansów i biznesu?


Niezależnie od tego, czy degrowth stanie się dominującym nurtem, czy pozostanie jedną z wielu idei, kierunek zmian jest wyraźny:

  1. Rosnąca rola regulacji środowiskowych – od podatków węglowych po obowiązki raportowania ESG.
  2. Zmiana preferencji konsumentów – większe zainteresowanie trwałością i odpowiedzialną produkcją.
  3. Nowe modele biznesowe – usługi zamiast produktów, gospodarka współdzielenia, naprawa i recykling.
  4. Inwestycje w efektywność – technologie ograniczające zużycie energii i surowców.



Z perspektywy rynków finansowych oznacza to przesunięcie kapitału w stronę sektorów związanych z transformacją energetyczną, gospodarką obiegu zamkniętego i usługami cyfrowymi.




Czy świat rzeczywiście odejdzie od wzrostu?


Najprawdopodobniej nie nastąpi gwałtowne porzucenie wzrostu gospodarczego jako celu polityki. Jednak coraz więcej ekonomistów zgadza się, że PKB nie jest wystarczającym miernikiem rozwoju.

Debata o degrowth i pokrewnych koncepcjach ma więc znaczenie nie dlatego, że wszystkie ich postulaty zostaną wdrożone, lecz dlatego, że zmienia sposób myślenia o gospodarce. Coraz częściej pytanie brzmi nie „jak szybko rosnąć?”, lecz „jak rosnąć mądrze — lub kiedy przestać rosnąć, by nie stracić więcej niż zyskamy?”.


Komentarze
* Ten email nie zostanie opublikowany na stronie.